piątek, 20 maja 2016

MOTIVATION


MOTIVATION




Mam nadzieję, że znajdziesz dłuższą chwilę na przeczytanie tego, co napisałam. Może to właśnie Tobie uświadomię parę spraw, które dotyczą tematu mojego postu i zaczniesz patrzeć na sprawę z troszkę innej perspektywy.

Po polsku- motywacja. Co ona tak w ogóle oznacza? Czy ma dla Nas jakikolwiek sens? Czy przynosi jakieś rezultaty i jest Nam do czegoś potrzebna, czy wręcz przeciwnie? Ogólnie rzecz biorąc motywacja jest ważnym elementem w Naszym życiu i jeśli od momentu Naszej świadomości tego, co dzieje się wokół Nas jesteśmy nauczani, że trzeba dbać o własne szczęście, trzeba starać się o lepsze jutro i dążyć do wyznaczonych sobie celów samemu bądź przy pomocy najbliższych Nam osób, które pchają Nas do przodu i wspierają Nas w Naszych słabszych chwilach, to nie trzeba nic więcej pisać- można tylko pogratulować osobom, które tak mają. Niestety nie wszyscy mają w swojej rodzinie i przyjaciołach wsparcie i trudno im dążyć do swoich indywidualnych pragnień, tym bardziej, jeśli ktoś nie jest zbyt silną osobowością i szybko się poddaje. Wiele cech, które posiadamy wywodzą się z Naszego domu, podejścia Naszych rodziców do różnych spraw, ich zachowań, ich słów i działań, to właśnie te rzeczy kształtują Nasz charakter i podejście do życia. Gdy mamy brać z kogo przykład, to go bierzemy- prosta logika, ale nie zawsze ten przykład jest godzien naśladowania.. dopiero w pewnym okresie mamy tego świadomość i to od Nas zależy czy chcemy podążać tą samą ścieżką, czy swoją własną, która według mnie jest najlepszym rozwiązaniem. Każdy uczy się na błędach, więc warto próbować różnorodnie swoich sił i sprawdzić się co jest dla Nas najlepsze. Podam jeden przykład. U mnie wyglądało to następująco.. Gdy zdecydowałam się na Państwowy Zespół Szkół muzycznych, bo było to od pewnego momentu moim małym marzeniem, gdy tylko usłyszałam, że jest coś takiego, to wszystko było w całkowitym porządku. Rodzicom bardzo spodobał się ten pomysł, bo od kiedy pamiętam tańczyłam, śpiewałam, uwielbiałam muzykę i wszystko co z nią związane, więc stwierdzili, że muszę spróbować i kształcić się w tym kierunku, tym bardziej, że miałam dobry słuch i poczucie rytmu. Idąc na tzw. przesłuchania do przyjęcia mnie do szkoły, byłam pewna, że to wyzwanie jest dla mnie zbyt wielkie, że na pewno mnie do Niej nie przyjmą- myliłam się! Egzaminatorka testując moje walory dźwiękowe, mój słuch muzyczny i zdolności manualne (na fortepianie) przyjęła mnie do Szkoły na I stopień do klasy fortepianu. Rodzice byli zachwyceni! Po tym udałam się do nauczyciela, który prowadził klasę smyczkową (gitara to instrument na którym najbardziej chciałam grać). Wykładowca był zachwycony moimi rękoma, które idealnie nadawały się do grania na strunowcach i z chęcią chciał przyjąć mnie na swoje zajęcia. Po wizycie tam okazało się, że przenieśli mnie na zupełnie odmienny dział, a dokładniej instrumenty klawiszowe.. nie zgadniecie na co.. AKORDEON! Nauczyciel smyczkowy postarał się o to, aby nie zmarnować moich predyspozycji do wielkiego grania i pokazywania siebie w wielkim stylu. Załamana sytuacją rodzice nadal mnie wspierali, bo w końcu byli ze mnie bardzo dumni. Po czasie doszły mi również zajęcia na fortepianie/pianinie. Grałam na tych 2 instrumentach przez bite 4 lata. Ogólnie miałam również zajęcia teoretyczne (w tym również wokalne). Na jednych z tych zajęć moja nauczycielka zauważyła, że z moim głosem, a dokładniej z wydobywanymi przez moje gardło i krtań dźwiękami coś jest nie w porządku. Po rozmowie z mamą zostałam skierowana do poradni foniatrycznej, a tam okazało się, że mam guzy/polipy na krtani. Zakaz śpiewu do odwołania. Na lekcjach teoretycznych wiele mnie omijało, ale musiałam za to nadrabiać innymi rzeczami. Przechodziłam rehabilitacje prądową i specjalne zajęcia poprawiające kondycję mojej krtani. To był dla mnie wielki szok i jakby nie patrzeć cholernie mnie to dotknęło. Z czasem coraz gorzej szło mi na zajęciach i podjęłam decyzję, że ukończę tylko i wyłącznie I stopień bez dalszej edukacji. Po ukończeniu tego stopnia mogę już nauczać innych, przeprowadzać zajęcia itd. W każdym bądź razie rodzicom nie pasowała moja decyzja i próbowali mnie od Niej odwieźć. Odszukano we mnie skryty talent jeśli chodzi o tak trudny instrument jak akordeon i zabolało ich to, że chcę zrezygnować ze swoich postanowień,  marzeń i wszystko od tak zaprzepaścić.. Od tamtego czasu stosunki między Nami pogarszały się na tyle, że tata nie chciał przez pewien okres ze mną rozmawiać. Bolało mnie to, że ogromnie zawiodłam ich oczekiwania i zrujnowałam marzenia.. ale pamiętajcie, nikt nie przeżyje Twojego życia za Was! Mogłabym jeszcze wiele napisać o swoich własnych doświadczeniach, przeżyciach i kłodach, które napotkałam pod swoimi nogami, ale bez sensu mam tracić Wasz czas i wracać do tego, co mnie boli, bo niestety w niektórych przypadkach sama sobie te kłody podłożyłam. To Wy jesteście kowalem własnego losu, chociaż za niektórych decyzje podejmują rodzice czy opiekunowie, którzy ''wiedzą co jest dla Was najlepsze'' i tego się trzymają.. Nie chcę krytykować takich ludzi, warto troszczyć się o swoje dzieci, podpowiadać im co mogłyby zrobić/ a czego lepiej nie, czego można by było spróbować/ czego lepiej byłoby unikać, aby mieć jak najprościej, aby nie doświadczyć rozczarowań i błędów, ale nie zawsze doprowadza to Nas samych do upragnionego miejsca, bo to do końca nie są Nasze decyzje, prawda?! Każdy człowiek na tym świecie chociaż raz w życiu obrał zły kierunek, udał się w złe miejsce, biegł pod górkę z ogromną siłą, z której z potrójną siłą się sturlał na sam początek, ale o to w tym chodzi! Każdy ma swój wiek, swój rozum, swój pogląd na świat, na dane sytuacje i każdy musi myśleć swoją własną głową. Możemy słuchać porad czy podpowiedzi Naszych dziadków, rodziców, sióstr, braci, ciotek, wujków i można by było wymieniać tak przez jeszcze długi czas.. ale to my kształtujemy swoją przyszłość! Ja osobiście popełniłam wiele błędów w życiu, których żałuję. Niektóre błędy są mniejsze, niektóre większe.. o niektórych chciałabym kompletnie zapomnieć, ale Bóg mi jak i również Wam na to nie pozwala, więc co teraz..? NIC! Jedziemy dalej z koksem! Przeszłość to przeszłość, nic jej nie zmieni nawet jakbyśmy bardzo tego chcieli. Wiadomo, że czasem nie możemy zapomnieć o sytuacjach, które miały miejsce, chcielibyśmy pozbyć się ich z głowy, bo nie potrafimy przez nie prawidłowo funkcjonować, racjonalnie i trzeźwo podejmować decyzji, ale pamiętajcie, to my sami możemy pozwolić sobie na poprawki w przyszłości, na podejmowanie lepszych działań, lepszych rozwiązań, które nie będą przypominały o tym, co było wcześniej! Lepsza przyszłość pomaga w zapomnieniu o przeszłości, jestem tego świadkiem, z ręką na sercu! Gdyby nie to wszystko, co mnie spotkało, co sama zrobiłam ze swoim życiem, to nie byłoby mnie w tym miejscu gdzie jestem! Liczy się praca nad sobą, tylko i wyłącznie! Nie zmienisz wszystkich i wszystkiego, ale możesz zmienić samego siebie, od tego powinnaś/powinieneś zacząć, pamiętaj o tym! :) Cieszcie się z każdego popełnionego błędu, bo to one zbliżają Cię do wygranej! :)

A teraz odpowiedzcie sobie na te pytania.. 
1) Pogodziłam/em się z przeszłością? (Jeśli nie, to właśnie od tego musisz zacząć!)
2) Zrobiłam/em cokolwiek aby zmienić coś w swoich życiu? (Jeśli tak, pochwal się co przez to osiągnęłaś/osiągnąłeś!)
3) Czy w ogóle warto realizować moje marzenia? Ma to jakikolwiek sens? (Jasne, że ma! To tylko moja podpowiedź, ale to Ty musisz mieć tego świadomość)
4) Mam w kimś motywację? (Jeśli tak, ciesz się z tego! A jeśli niestety jej nie masz, to zacznij inspirować samą siebie, to we własnej osobie znajdziesz najwięcej siły do działania!



Do dzieła! Możesz już dziś zacząć pracować nad lepszym jutrem i cieszyć się z postępującego progresu! :)

Jeśli nie masz swojej motywacji, napisz do mnie, chętnie Ci pomogę! :)
Jeśli masz do mnie jakiekolwiek pytania, również służę pomocą :)




Jeśli zaciekawił Was mój post, to zapraszam do obejrzenia 2 filmików polskiego motywatora, który według mnie jest Bogiem w tej dziedzinie. Uwielbiam go słuchać.

-> Klik
-> Klik